Według tradycji sól magnezowa z pola w Surrey sprawiła kiedyś, że bydło przestało pić wodę. Tym, co czterdzieści lat później naprawdę zmieniło to gorzkie źródło w produkt, który można dziś kupić, nie było jednak bydło, lecz lekarz — a pytanie, które ma teraz znaczenie, nie brzmi, czy sól działa, tylko czemu właściwie służy kąpiel. Ten tekst traktuje obie historie na tyle poważnie, by mówić o nich uczciwie.
Źródło, lekarz i patent
Epsom leży w hrabstwie Surrey, a sól zawdzięcza swoją nazwę źródłu mineralnemu odkrytemu na tamtejszych wspólnych pastwiskach. Tradycja, odnotowana w źródłach pisanych dopiero od około lat 40. XVII wieku, mówi, że pewien farmer zauważył kilkadziesiąt lat wcześniej, iż jego bydło odmawiało picia ze źródła, zniechęcone jego gorzkim smakiem; nie zachowała się żadna współczesna relacja z rzekomej daty 1618, która mogłaby to potwierdzić, dlatego należy traktować tę opowieść jako tradycję, a nie fakt potwierdzony przez naocznych świadków. Nie ma natomiast wątpliwości, co zawierała woda. Za gorycz odpowiadał siarczan magnezu — związek, w którym magnez, siarka i tlen są połączone w jedną substancję chemiczną, niezwiązaną ani z chlorkiem sodu obecnym w soli kuchennej, ani z mieszaniną minerałów w soli morskiej. Przez pewien czas pozostawała ona ciekawostką jednego źródła w Surrey, aż Nehemiah Grew, lekarz i członek Royal Society, przeanalizował wodę i w 1695, a następnie ponownie w 1697 roku opublikował traktat o zawartej w niej soli, po czym uzyskał królewski patent na jej produkcję. To właśnie patent, a nie bydło, stanowi prawdziwy początek soli stojącej dziś na sklepowej półce: moment, w którym lokalny minerał stał się produktem rynkowym z nazwą i właścicielem. Epsom rozwinęło się w modną miejscowość uzdrowiskową dzięki reputacji źródła jako środka przeczyszczającego, a sprzedawana dziś sól Epsom jest bezpośrednim potomkiem opatentowanej przez Grewa soli przeczyszczającej — z pominięciem działania przeczyszczającego, które większość osób ma dziś na myśli.
Praktyczne informacje, bez upiększeń
- Często podawana domowa ilość to około dwóch filiżanek, czyli mniej więcej 300–500 g, na standardową kąpiel; w projekcie z Birmingham stosowano 400–600 g dwa lub trzy razy w tygodniu.
- Jeśli celem jest sen, ważniejsza od ilości jest pora: kąpiel na jedną do dwóch godzin przed snem, w ciepłej, a nie parzącej wodzie, odpowiada warunkom faktycznie badanym w kontekście snu.
- Sól Epsom i sól z Morza Martwego to nie to samo: sól z Morza Martwego składa się głównie z chlorku magnezu i potasu, a nie z siarczanu magnezu, więc zamieniając jedną na drugą, warto pamiętać, że zmieniamy minerał, a nie tylko etykietę.
- Osoby w ciąży oraz osoby z chorobami, takimi jak cukrzyca, powinny skonsultować się z lekarzem przed dodaniem czegokolwiek — także soli — do gorącej kąpieli.
Co naprawdę dzieje się w kąpieli
Argumenty za tym, że skóra wchłania z kąpieli znaczące ilości magnezu, są słabe. Dr Jesse Bracamonte, lekarz medycyny rodzinnej z Mayo Clinic, przedstawia prostsze wyjaśnienie: ciepła kąpiel rozluźnia napięte mięśnie i zmniejsza ogólne napięcie niezależnie od tego, co jest w niej rozpuszczone — z solą czy bez. Dr Nicholas Theodosakis, dermatolog z Massachusetts General Hospital i Harvard Medical School, idzie dalej, twierdząc, że skóra jest zbudowana raczej po to, by nie przepuszczać różnych substancji, niż by je wchłaniać, i wątpi, czy kąpiel w soli Epsom wywołuje rzeczywisty efekt fizjologiczny. Niewielki, niepoddany recenzji naukowej projekt Uniwersytetu Birmingham wykazał wprawdzie podwyższony poziom magnezu i siarczanów we krwi po kąpieli w stężonym roztworze u kilku zdrowych ochotników; niezależni recenzenci nie uznali jednak tego wyniku za rozstrzygający, dlatego należy traktować go jako wstępny i interesujący, a nie jako dowód. Połknięty, a nie użyty do kąpieli, siarczan magnezu to zupełnie inna kwestia: przyciąga wodę do jelit i działa przeczyszczająco, powodując między innymi wzdęcia u osób, które przyjmują go w ten sposób bez porady lekarskiej; nic takiego nie dzieje się przez skórę osoby leżącej w kąpieli.
To, co rzeczywiście można zmierzyć, to zmiana temperatury głębokiej ciała. W systematycznym przeglądzie i metaanalizie z 2019 roku, prowadzonych przez Shahaba Haghayegha z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin, przeanalizowano dostępne badania dotyczące kąpieli w ciepłej wodzie przed snem. Wykazano, że woda o temperaturze około 40–42,5 stopnia Celsjusza, użyta na jedną do dwóch godzin przed snem, wiązała się ze skróceniem czasu zasypiania średnio o około dziesięć minut, a także z deklarowaną lepszą jakością snu. Ogrzewanie skóry kieruje krew ku jej powierzchni, a późniejszy spadek temperatury głębokiej ciała naśladuje obniżenie, które następuje, gdy organizm przygotowuje się do snu. Sól — niezależnie od tego, czy jest aromatyzowana — nie ma w tym efekcie żadnego udziału; działają woda i odpowiednia pora, których Grew nigdy nie mierzył. To, co sól rzeczywiście daje, jest skromniejsze i bardziej uczciwe: różowa sól himalajska wrzucona do kąpieli w formie musującej kuli albo zwykła, bezzapachowa kąpiel to coś, co odmierza się do wody i obserwuje, jak się rozpuszcza. Ta chwila skupienia odróżnia taką kąpiel od szybkiego spłukania się na stojąco, z telefonem w jednej ręce.
Czego Grew nie mógł wiedzieć
Nehemiah Grew złożył wniosek patentowy w 1698 roku, przekonany, że sama woda jest lekarstwem. Pomylił się co do mechanizmu, ale miał rację co do intuicji: w źródle w Epsom było coś, co warto było zabutelkować i zabrać do domu. Trzy stulecia później chemia, której szukał, w dużej mierze rozpuściła się pod wpływem badań, a pozostało to, czego nie mógł zmierzyć — dziesięć minut przed snem, kiedy człowiek zatrzymuje się i wykonuje dłońmi jedną świadomą czynność.
To skromna spuścizna po człowieku, który sądził, że znalazł lekarstwo. Ale prawdziwa. Badacz snu w Teksasie i lekarz w Epsom, oddaleni od siebie o czterysta lat, wskazali ostatecznie tę samą porę przed snem, choć z innych powodów i na podstawie innych dowodów. Żaden z nich nie mówił o soli. Mówili o tym, co człowiek robi z godziną, którą w przeciwnym razie mógłby stracić przed ekranem.
Kąpiel nie potrzebuje chemii Grewa, by była warta przygotowania. Potrzebuje kogoś, kto ją przygotuje, odmierzy sól i pozostanie w wodzie wystarczająco długo, by zauważyć, że stygnie.





